WYDARZENIA / WYWIADY / Marzenia chłopca, który chciał widzieć świat tak jak ptaki - rozmowa z Piotrem Krupą, laureatem II Nagrody, Nagrody Dyrektora Muzeum Rzemiosła oraz Nagrody specjalnej - 8. Ogólnopolskiego biennale Fotografii - pozdrowienia z Krosna!

Marzenia chłopca, który chciał widzieć świat tak jak ptaki - rozmowa z Piotrem Krupą, laureatem II Nagrody, Nagrody Dyrektora Muzeum Rzemiosła oraz Nagrody specjalnej - 8. Ogólnopolskiego biennale Fotografii - pozdrowienia z Krosna!

B.Z.: Jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania oraz fotografowania z poziomu naszego wzroku, patrząc bezpośrednio przed siebie. Zadarcie głowy w górę może czasami otworzyć nam oczy i pokazać zwykły obiekt z wyjątkowej perspektywy, ale skierowanie oczu - obiektywu  w dół odkrywa już coś zupełnie nieznanego i niedostępnego. Połączyłeś dwie pasje - latanie i fotografowanie. Jak i dlaczego robi zdjęcia Piotr Krupa?

Często jeszcze jako dzieciak przemierzając Polskę kajakiem po zakolach rzek, spoglądałem w górę na ptaki latające nad moją głową. Zastanawiało mnie, jak one widzą ten piękny świat z góry - ba zazdrościłem im...

Dziś złączony „linkami do kawałka tkaniny” szybuję wraz z nimi, by móc przybliżyć takim ciekawskim jak ja kiedyś, nasz świat- Świat widziany „Oczami Ptaka”. Fotografując naszą ziemię właśnie z takiej perspektywy pragnę przedstawić marzenia chłopca - moje marzenia...

To właśnie ciekawość spojrzenia sprawiła, że wpierw zacząłem skakać na spadochronie, a później latać na rożnego rodzaju statkach powietrznych. Taka była moja potrzeba przyjmowania obrazu, który mnie uspokajał, a jednocześnie uzależniał. No i ta ADRENALINA :)

To prawda, że na co dzień większość z ludzi twardo stąpa po ziemi, a ich wzrok rejestruje tylko to, co znajduje się na wysokości ich oczu. No właśnie na ich wysokości! Ale czy tak musi być? Człowiek na ogół jest istotą ciekawską. Jedni bardziej, drudzy mniej. I nie chodzi tu o wścibskość, a o zainteresowanie, o rejestrację obrazu, o porównanie czy oby trochę z innej strony coś czasem nie wygląda ciekawiej, tak jak byśmy chcieli na to patrzeć już zawsze. Czy wszyscy tak mają?- nie wiem!? - ja tak mam!

2000 rok to okres gdzie latanie wziąłem sobie mocno do serca. Zacząłem uczestniczyć w zawodach motoparalotniowych, wówczas jeszcze nie myślałem o zajęciu się tego typu fotografią (z lotu ptaka) na poważnie.

To, że się tak stało było zupełnym przypadkiem.

Jedną z konkurencji jaka przypadała podczas zawodów motoparalotniowych, było: bardzo precyzyjnie sfotografować zaznaczone na mapie obiekty. Utrudnieniem było to, że trzeba to zrobić z zadanych wysokości, jak i uwzględnić współrzędne kątowe. Tylko tak wykonane zadanie, mogło zostać zaliczone poprawnie.

Były to czasy, gdy fotografowaliśmy jeszcze aparatami analogowymi, 24 klatki i 24 obiekty. Wszystkie obiekty wyszukałem perfekcyjnie, jednak zdjęcia wykonałem tak jak mi nakazywał „zmysł artystyczny” (właściwe światło, odpowiedni kadr). Konkurencji nie wygrałem - jednak moje prace zostały oprawione i powieszone pod koniec zawodów na ścianach. Wówczas postanowiłem, że skoncentruję się na wykonywaniu fotografii z powietrza.
Udział w zawodach rangi ogólnopolskiej, Europy, a nawet i Świata jako reprezentant Mikrolotowej Kadry Polski szlifował i nadal szlifuje mój kunszt pilota, a tym samym sprawia, że czuję się bezpieczniej i pewniej podczas wykonywania lotu i zdjęć. Niejednokrotne zmiany warunków atmosferycznych, czy miejsca w jakich to robię, wymagają sporej umiejętności w pilotażu. W większości przypadkach to piękne szybowanie w przestworzach, jednak są miejsca i warunki gdzie wykonanie prac reporterskich wcale nie jest mniej niebezpieczne od fotografii reportera wojennego :-)

Dziś jestem szczęśliwy, że udało mi się połączyć te dwie wspaniałe pasje latanie i fotografowanie.

Pierwsze moje zdjęcia z powietrza wykonywałem aparatami analogowymi. Była to wspaniała szkoła, bo uczyła mnie bardzo perfekcyjnie podejmować decyzję co do naciśnięcia migawki. Ograniczona ilość zdjęć na rolce kliszy, z jednej strony zmuszała do wyostrzenia spojrzenia, co wpływało na przemyślane zrobienie zdjęcia. Z drugiej strony doprowadzała do szału, gdy kończyła się wtedy, gdy można było wykonać niepowtarzalne ujęcie. Sporym problemem było zmienianie filmu jak i obiektywów w aparacie podczas lotu. Utrudniało to konieczność wykorzystania pracy rąk podczas sterowania np. motoparalotnią. Często trzeba było robić międzylądowania lub zabierać ze sobą kilka aparatów. Dziś cyfrowe aparaty znacznie ułatwiają pracę.

Podczas dwu godzinnego lotu wykonuję przeciętnie dwieście, czasem trzysta zdjęć. Pozwala mi to w trakcie wywoływania na większą swobodę wyboru. Ile z nich ujrzy światło dzienne? To zależy! W większości je sprzedaje lub udostępniam podczas wystaw, czy konkursów.

Jednak są i takie zdjęcia, które wykonuję swoją pamięcią. Zamykam je w swoim umyśle i są tylko moje! To one pobudzają moją wyobraźnie, rozgrzewają i zachęcają do tworzenia dalszych projektów, to one umilają sen... Każdy z nas powinien mieć takie obrazy.

B.Z.: Czy odpowiedzią na pytanie dlaczego fotografujesz jest fragment Twojej opowieści  Na białej kartce pojawił się obraz, obraz który był zdarzeniem sprzed kilku miesięcy, właściwie już zapominał o tym dniu, gdzie wspólnie z rodzicami wybrali się nad Wisłok, a tu wróciły wspomnienia".

Zabrzmi to banalnie, ale to mnie właśnie spotkało :-) Fotografia towarzyszyła mi od dzieciństwa. Miałem to szczęście, że mój tato fascynował się fotografią i to on zaszczepił we mnie ziarno fotografa.

1+1=2 i tak stało się ze mną, a właściwie to trochę inna historia ...

„Styczniowy dzień 1971 roku dobiegał końca. Ostatnie pociągnięcie pędzla i malowidło było gotowe. Mały chłopiec z radością patrzył na swoje kolejne „dzieło”- uwielbiał to robić! Kredki, farby, plastelina czy wycinanki to druga rzecz, jaką zaraz po wspinaniu się po drzewach i dachach zajmowały mu każdą wolną chwilę. Zbierał właśnie pędzle do mycia, gdy usłyszał wołanie swojego ojca: - „Chodź pomożesz mi coś przynieść, ubierz się ciepło, to nie daleko, ale na dworze jest zimno!”

Dzieciak założył palto i razem z ojcem wyszli z domu. Na miejscu otrzymali kartonowe pudło, zapakowali to na sanki i ruszyli z powrotem do kamienicy. Chłopiec nie zadawał żadnych pytań; pomógł wnieść pakunek do domu i zabrał się za składanie swoich malowideł.

Jego prace przerwało kolejne nawoływanie taty: - „Chodź do mnie szybko, coś ci chciałem pokazać...”

Malec otworzył drzwi sąsiedniego pomieszczenia i wszedł do środka. Znał je dobrze, jednak tego wieczoru wyglądało zupełnie inaczej. Mrugająca latarnia na ulicy nie rozświetlała swym światłem fragmentu kuchni. Okno zostało szczelnie zasłonięte, co w gruncie rzeczy sprawiało poczucie bezpieczeństwa. Czarna wołga jaka wówczas jeździła po zaułkach Rzeszowa i zabierała dzieci, jak by przez moment przestała istnieć :-) Kuchnia kaflowa na której często gotowało się wspaniałe jedzenie była przygaszona, a biały kredens mienił się czerwonym kolorem od lampki, jaka zawisła na ścianie. Na taboretach stało dziwne urządzenie, a na podłodze leżały cztery miseczki wypełnione płynem. W pomieszczeniu unosił się zapach octu. - „Dziwne- pomyślał malec- przecież taki zapach towarzyszył końcem lata gdzie mama konserwowała ogórki.”

Na umieszczoną kartkę pod dziwnym urządzeniem padło światło, Ojciec zaczął odliczać- „jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, cześć” obraz znikł, a do rąk chłopca trafiła biała kartka, którą miał włożyć do pierwszego z pojemników. Gdy zanurzył ją w pierwszym roztworze, tato nakazał mu bacznie przyglądać się temu co zaraz zacznie się pojawiać na niej. Chłopiec uśmiechnął się tylko do niego, jak by chciał to zignorować - bo cóż może się stać z papierem włożonym do wody, wiele razy przecież z kolegami puszczali łódeczki zrobione z papieru po wodzie. Za każdym razem rozmakały i tonęły... Mimochodem skierował wzrok na pojemnik.

Na białej kartce pojawił się obraz, obraz który był zdarzeniem sprzed kilku miesięcy, właściwie już zapominał o tym dniu, gdzie wspólnie z rodzicami wybrali się nad Wisłok, a tu wróciły wspomnienia. Był tak zaskoczony tym zjawiskiem, że nie słyszał kolejnych poleceń co ma robić. Patrzył na kartę gdzie obraz wyostrzał się, aż stał się zatrzymany chwilą z tamtych dni. - „Włóż ją szybko do kolejnej KUWETY!”

Oszołomiony całym tym zdarzeniem wykonałem kolejne i kolejne wskazówki jakie przekazywał mi Ojciec. Byłem mocno podekscytowany. Czułem, że w moim życiu wydarzyło się coś bardzo ważnego.

Teraz to wiem - w mym sercu Tato zasadził ziarno, ziarno miłości do fotografii, zasadził ziarno które puściło korzenie, które rozkwitało i rozkwita do dnia dzisiejszego.

Dziś jest tyle osób fotografujących na świecie. I dobrze bo to wspaniała dziedzina sztuki. Jestem szczęśliwy, że robię to co robię.. Często pakując sprzęt fotograficzny słyszę w głębi serca jak ojciec wypowiada magiczne cyfry: „jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć...” I jestem szczęśliwy, że urodziłem się w czasach gdzie w słowniku fotografa słowo kuweta nie oznaczała pojemnika na żwirek dla kota".

Tato! Mogę tylko tyle powiedzieć- DZIĘKUJĘ!

B.Z.: Jesteś członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików organizacji traktującej fotografię jako środek twórczej wypowiedzi.  Twoje zdjęcia zaskakują wspaniałą kompozycją. Posługujesz się liniami, płaszczyznami, mozaiką barw i światłocieni stajesz się reżyserem obrazu. Na ile jest to wrodzony dar a na ile wyuczony warsztat?

To, że od prawie 10 lat jestem członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików jest wielkim wynagrodzeniem za moją twórczą pracę artystyczną na rzecz fotografii. Ogromnie się cieszę, że zdałem egzamin, a moje zdjęcia zostały zauważone i docenione przez komisję rady artystycznej.

Trudno mi powiedzieć, na ile moja fotografia jest wrodzonym darem, a na ile wyuczona. Jest wielu artystów fotografików, których ogromnie cenię i wielokrotnie wracam do zdjęć przeglądając ich albumy. Podświadomie czerpię z nich inspirację. Moim mistrzem zawsze będzie Paweł Pierściński oraz nieżyjący wspaniały fotografik Wiktor Wołkow.

Fotografię często przyrównuję do dobrej książki lub muzyki. Są utwory multiinstrumentalne, gdzie wsłuchujemy się w dźwięk, a sami dodajemy im słowa. Taka jest fotografia niedopowiedziana. Oddziałuje na nas swoimi liniami, barwą, nieostrością i tym wszystkim co nie pozwala nam oderwać od niej oczu.
Są również utwory gdzie kluczową rolę stanowią słowa. To fotografia np. reportażowa.

Tak jak muzykę, tak i fotografię spostrzegamy indywidualnie. Każdy inaczej. Czasem dopisuje się jej znacznie więcej niż sam autor chciał pokazać- ale to inny temat ;-)

B.Z.: Urodziłeś się w Rzeszowie i jesteś członkiem Rzeszowskiego Stowarzyszenia Fotograficznego. Co skłoniło Cię do udziału w 8. Ogólnopolskim Biennale Fotografii Miasto i ludzie - pozdrowienia z Krosna!

Konkurs fotograficzny „Ogólnopolskie Biennale Fotografii Miasto i Ludzie – pozdrowienia z Krosna” to znany konkurs fotograficzny. Miałem tą przyjemność, że uczestniczyłem dwukrotnie na wernisażu oraz rozdaniu nagród w poprzednich dwóch edycjach. Jedną z nich było wręczenie głównej nagrody Gran Prix mojej córce :-) nie, że bym chciał z nią rywalizować :-) ale spodobał mi się ten konkurs i postanowiłem szukać ciekawego tematu.

B.Z.: Jedno z Twoich zdjęć zdobyło potrójną nagrodę: II Nagrodę 8. OBF, Nagrodę Dyrektora Muzeum Rzemiosła oraz Nagrodę specjalną - pozdrowienia z Krosna! Jaka jest historia tego zdjęcia wg Piotra Krupy?

Czytałem, podsłuchiwałem, pytałem... wiele tych pozytywnych i negatywnych kontrowersji wywoływał bazar. To bardzo ciekawe, że Krosno i okolice, które mają tyle wspaniałych miejsc do zwiedzania, zawsze przyjeżdżającym turystom kojarzy się właśnie z tym miejscem. Prawie wszyscy pierwsze kroki prowadzą właśnie w tamtą stronę. Postanowiłem i ja. To zdjęcie powstało w mojej głowie przeszło 4 lata temu, po dwóch zostało wykonane i czekało specjalnie pod ten konkurs. Taka jest jego historia.

Komentarz do galerii zdjęć:
Zaprezentowane przeze mnie zdjęcia to rezultat kilkuletnich poszukiwań. To podróż trochę odmienna od tych, jaką odbywamy na co dzień – my ludzie twardo stąpający po ziemi. „Harcując” po niebie z silnikiem na plecach, przyczepionym kilkoma linkami do kawałka tkaniny, szybuję w poszukiwaniu właśnie takich klimatów. Klimatów z perspektywy „lotu ptaka”, oddając zupełnie inne wyobrażenie o miejscach, których na co dzień nie zauważamy lub nie jesteśmy tam wstanie dotrzeć ze względu na usytuowanie.

By tworzyć takie klimaty, często moja podróż trwa kilka dni.

Szukając malarskich kompozycji, pakuję sprzęt latający do samochodu, by wraz z pierwszymi promieniami słońca ruszyć z ptactwem w podniebną przygodę i rejestrować piękno naszej planety.

Często śpię w zaroślach lub szuwarach, owinięty skrzydłem - czekam na kolejny świt...

Szybując w przestworzach od zakoli rzecznych, przez pagórki leśne, jeziora, aż do mórz, rejestruję świat przez pryzmat oczu ptaków.

Podczas mojej podróży często włączam muzykę, która mnie inspiruje i wpływa na plastykę, malarskość i odrealnienie moich fotografii.

Efektem mojej pracy są cykle zdjęciowe, które mam przyjemność zaprezentować.

Kończąc, cieszy mnie to, że mogę się dzielić moją fotografią z innymi, że mogę ją dać tym co rozglądają się i tym co wzrok mają skierowany wyłącznie przed siebie. Zapraszam na stronę www. fotokrupa.pl, gdzie można zobaczyć więcej zdjęć.

Piotr Krupa urodzony w Rzeszowie. Pilot, podróżnik, alpinista, dziennikarz. Członek Mikrolotowej Kadry Polski w Motoparalotniarstwie. Złoty medalista mistrzostw Polski, Ukrainy, Czech, vice-mistrz świata w lotach PPG- Pekin 2007. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików- Okręg Świętokrzyski. Członek Rzeszowskiego Stowarzyszenia Fotograficznego, oraz Fotoklub „GALERIA" w Ostrowcu Świętokrzyskim. Za wykonane zdjęcia wielokrotnie nagradzany w Konkursach Fotograficznych Ogólnopolskich i Międzynarodowych w kraju i zagranicą. Połączył dwie pasje- latanie i fotografię...

z Piotrem Krupą  rozmawiała
Bożena Ziółkowska (MRzK)

fot. arch. Piotra Krupy

  • Bożena Ziółkowska
  • 2016-02-29