WYDARZENIA / WYSTAWY / MOJEMU MIASTU Wystawa jubileuszowa Macieja Syrka

MOJEMU MIASTU Wystawa jubileuszowa Macieja Syrka

wystawa czynna: 25.08 - 21.09.2009

A wszystko to z żywiołów…

Antyczna maksyma przypominająca nam, że wszystko już było, że artysta tylko obleka swą myśl w nową formę, jest bez wątpienia słuszna; pisarze również wiedzą, że właściwie „wszystko już było” – na przykład w Biblii, w której to „nic nowego pod słońcem”… Lecz sentencje te wciąż domagają się stosownego komentarza. Może wystarczy pozostać przy pytaniu na poły retorycznym: czy na pewno wszystko już było, skoro jesteśmy niepowtarzalni, i jesteśmy tu i teraz, jesteśmy jednak – każdy na swój sposób – wyjątkowi? Na pewno w przypadku twórczości Macieja Syrka odpowiedzi na to pytanie nasuwają się same. W moim przekonaniu tego, co przekazuje nam Maciej Syrek, jeszcze nie było. Jego umysł i jego osobna wrażliwość ofiarowują nam dzieła oryginalne. Że one niekiedy nawiązują do szlachetnych tradycji, to inna rzecz i jest to wartość naturalna. Syrek bardzo świadomie toczy artystyczny dialog z dawnymi mistrzami. Mistrzami – ale i mistrzami anonimowymi, gdy odnajdujemy w jego dziełach echa prehistorycznych śladów twórczej ekspresji.

Maciej Syrek lakonicznie i z przekonywującą skromnością powtarza ową antyczną sentencję, ale przecież jednak „nie udało” mu się dotąd niczego powtórzyć, skopiować. On zawsze ma nam do zaoferowania coś nowego, coś oryginalnego i szczególnego. Jego styl - własny i nie do powtórzenia – wyjątkowy jest jak tęczówka oka. Bo on w każdej rzeczy, w każdym napotkanym przedmiocie „coś widzi” – coś dodatkowego, coś ponad to, co jest widziane powszechnie. To dlatego niepowtarzalny w kształtach kamień bywa dla niego rodzajem cokołu dla przyszłego dzieła; albo gotową częścią rzeźby; czasem taką konstrukcją, którą jedynie on wie, o jaką cząstkę materii uzupełnić.

Artysta Syrek dąży w swej ekspresyjności do sublimowania odkrywanych dzieł (bo każda jego praca jest jednak rodzajem odkrycia), niekiedy sprowadza proponowane kształty wprost do ideogramu, do znaku, który zazwyczaj nie jest nagim symbolem, ale który staje się znakiem w pięknie drapowanych materiach, tkanych w jego wyobraźni. A wyobraźnia tego rzeźbiarza zdaje się mieć przymioty nieodgadnionego, bezkresnego oceanu. Wyobraźnia Macieja Syrka to żywioł, który owocuje eksplozją form wydobywanych z kamienia, drewna, z metalu – rozgrzanego metalu, który tylko on potrafi ujarzmić; w odpowiedniej sekundzie „zalać” lodowatą wodą, by wyrwać z płynnego żywiołu ten jedyny, niepowtarzalny i według niego najwłaściwszy kształt. Kształt wyrwany jednej chwili, o jakiej artysta decyduje. Jakby chciał sfotografować wyjątkowy gest, jedyny ruch upadającego lub wyskakującego z głębin człowieka. To dlatego jego rzeźby są właśnie „jedyne” - jak napotkany przypadkiem kamień, który zrodziła dojrzewająca skała, może jeszcze ognista lawa z jądra Ziemi. Ergo – dzieła Macieja Syrka to żywioł. Może właściwiej będzie powiedzieć: przeciwstawne żywioły; to przysłowiowe zwarcie się ognia z wodą, to stopiona garść piasku, którą piorun zamienił w grudkę prawie meteoru, może stopił na szkło? Właśnie wyobraźnia powoduje, że niekiedy twórca odbiega od surowego ideogramu i tworzy na przykład postać wprost barokową. I co w tym fantastycznego – ta uformowana jakby na antypodach postać jest nadal „z jego ręki”, nikt nie może mieć wątpliwości, kto ją „pomyślał”.

Wiele rzeźb Syrka nawiązuje do tradycji i kultury. Artysta ten wnika w obszary, które są szczególnie godne interpretacji. Wybiera tajemnice antropologii, niemal żongluje magią i magicznym przedmiotem, interesują go miejsce i przedmiot kultu. To dlatego jego niektóre prace tak fantastycznie „rozmawiają” z ideą Chasydów – ideą samego powoływania ich do istnienia. Dlatego tak niepowtarzalne stają się detale przedmiotów kultu – czy to będzie zarys Światowida czy krzyża (także krzyża sprzed czasu Krzyża, jako symbolu Odkupienia). Dlatego wreszcie (jakbyśmy odkrywali tajemnicę jego tworzenia) spotykamy w tych rzeźbach cienie fascynacji magią, ale i mistyką i mistycznością. To przedmioty wydobyte z wnętrza wrażliwości i wyobraźni, one muszą być naznaczone duchowością, jeśli duchowość ma istnieć. A dzięki sztuce – tego formatu sztuce – duchowość człowieka będzie trwać.

Wyrazistość zainteresowań artysty historią w jej wymiarze dziejów kultur i tradycji, magii i religii, zwłaszcza najbliższej naszej kulturze księgi – Biblii, objawia się w swoistej animizacji przedstawianych istot. Tu przecież nawet kamień ożywa, otrzymuje jakiś surogat duszy; zwierzęta zyskują – mimo pozornego zastygania, jak pod dyktatem fotograficznego flesza – nagłą dynamiczność. Nawet ptaki pilnie nas obserwują; jego cykl sów, pełnych tajemnicy i urody, to przecież różnorodne kocio-ptasie spojrzenia, to „twarze”, które bacznie nam się przyglądają; notabene – organizm Macieja Syrka jest wobec tych sów jakby antytezą, bo artysta jest w klasyfikacji temperamentów raczej sangwiniczno-cholerycznym „skowronkiem” - on wstaje o świcie i w pierwszej ciszy dnia intensywnie pracuje.

Syrka interesują ludzkie namiętności, zmiany nastrojów. Fascynuje go kobiecość od tej właśnie strony - owe przysłowiowe już, choć niekiedy błędnie interpretowane - antytezy: płomienna miłość i nienawiść; szalona radość i łzy skąpane w bezmiarze nieszczęścia. Oczywiście on te sprzeczności postrzega jako rodzaj emanacji mitu, utrwalanego przez pewien rodzaj literatury, w tym mitologii właśnie. Z kolei fascynacja tego rzeźbiarza literaturą iberoamerykańską wspaniale przylega do wspomnianych wyobrażeń - jak cień do ziemi. Bo ów realizm magiczny Latynosów zdaje się być poza czasem, w każdym razie nie jest to czas linearny, jakim zwykliśmy operować na co dzień. Syrka interesuje ten rodzaj wyobraźni w przestrzeni i czasie, który potrafi płynąć, przepływać, niekiedy wsączać się w warstwy piasku.

Jak więc mają się koncepcje artysty Macieja Syrka do tworzenia? Gdy mówi, że w sztuce właściwie nie ma tak naprawdę rozwoju, przyznajemy mu rację. Zwłaszcza, gdy podaje takie oto przykłady: malowidła z grot Altamiry czy Lascaux (górny paleolit!) i zestawione z nimi dzieła impresjonistów – czyż są one od siebie tak bardzo odległe? Może to stąd z uwagą patrzymy na niektóre dokonania tak zwanych „naturszczyków” – sugeruje artysta - którzy dają nam coś wyłącznie „z siebie”? Dają siebie?

Lecz przecież widać również inspiracje lokalne. Wyobraźnia Syrka, wprost romantyczna, kształtowana była także przez jego miejsce urodzenia i życia – przez Krosno, gdzie podziwiał w dzieciństwie smugi drewnianych wiórów spod dłuta swego dziadka Józefa Smoczeńskiego (studiował on u prof. Konstantego Laszczki w krakowskiej akademii), przez podkarpacki pejzaż naznaczony śladami wielu ginących już kultur. Maciej, jakby idąc śladami utalentowanego dziadka, ukończył Wydział Rzeźby na krakowskiej ASP w1975 r., w pracowni prof. Antoniego Hajdeckiego.

Syrek – jak sam się zwierza, choć dobrze wie, do czego tworząc zdąża - zawsze jednak czeka na finał, jest ciekaw: „co wyjdzie”? Bo on jest podczas rzeźbienia demiurgiem, kontroluje proces kreacji, jest swoistym reżyserem teatru, w którym aktorami są: brzęczący głucho metal, drewno poddające się falom wody i tonące kamienie - wcale nie głuche… W związku z tym, gdy Maciej Syrek przyjmuje zamówienie na wykonanie rzeźby, stawia osobliwy warunek: zamawiający musi mieć intencję! Zamawiający winien wiedzieć, dlaczego, z jakiego powodu, albo dla kogo artysta ma stworzyć ów nowy byt.

Byłem świadkiem takiego oto zdarzenia: naczelny redaktor ogólnopolskiego kwartalnika „Nowa Okolica Poetów” Jacek Napiórkowski zamówił statuetkę, która będzie przyznawana corocznie oryginalnemu polskiemu pecie. Syrek słuchał opowieści o idei pisma i tej nagrody. Opowiadający nagle zawiesił głos, po chwili z zachwytem powiedział, wskazując na rysunek kreślony ręką rzeźbiarza: „To jest to!” Statuetka tej wiosny została przyznana już po raz piąty, otrzymał ją Krzysztof Kuczkowski, świetny poeta, założyciel i naczelny pisma literackiego „TOPOS”.

Rzeźby Syrka są jak linie papilarne – wyjątkowe, niepowtarzalne, rozpoznawalne na każdym kontynencie – a znajdują się one w galeriach obu Ameryk i w niemal w każdym z europejskich krajów, a także w Japonii i w Australii. Maciej Syrek odżegnuje się jednak od laurek, dystansuje od publicznych pochwał. Nawet krępują go głośno wyrażane komplementy. Woli prostą wypowiedź, która trafnie określa jego pracę. Ale jak to zrobić? Jak opisać tę barwną postać i jej dzieła, oczyszczając zdania z owych pochwał? Zatem na życzenie samego twórcy nie mogę napisać, że Maciej Syrek jest artystą szczególnym, wybitnym i wyjątkowo świadomym swego powołania. Lecz cóż to da? Skoro ci, którzy jego dzieła tak chętnie oglądają i nabywają - wiedzą o tym doskonale!

Jan Tulik
fot. Mariusz Kus (MRzK), B. Paradysz (MRzK), Stanisław Materniak

Jubileusz roku przebudzenia – rozmowa z artystą rzeźbiarzem Maciejem Syrkiem


  • Bożena Paradysz
  • 2009-08-25