WYDARZENIA / WYSTAWY / Mariusz Kus i Agata Kus - wystawa malarstwa

Mariusz Kus i Agata Kus - wystawa malarstwa

wystawa czynna: 24.09 - 10.10.2009

Mariusz Kus
Ukończył instytut wychowania artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Dyplom w roku 1985.

 
Agata Kus
Od 2007 r. studiuje na wydziale malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni malarstwa prof. Leszka Misiaka.

Jestem lisem i klatką jednocześnie

Moje malarstwo nie ma nic wspólnego z ekologią, walką o prawa zwierząt, czy buntem przeciw ich mordowaniu. Zwierzęcia używam jako symbolu, wykreowanego przeze mnie, służącego mi do przekazywania treści głębszych, nie uniwersalnych lecz całkowicie prywatnych. Malarstwem posługuję się do opisu swoich wewnętrznych stanów ducha, próbuję za jego pomocą walczyć z samą sobą, bowiem szukam w nim ulgi, rozwiązania własnych problemów. Wynikać z tego mogłoby, że malarstwo jest dla mnie formą terapii - czy skuteczną, nie wiem. Na pewno za jego sprawą uświadamiam sobie coraz więcej, lepiej poznaję siebie.

Malarstwo mnie nie relaksuje. Wręcz przeciwnie. Mimo to łudzę się ciągle, że proces malowania pomaga mi rozładowywać napięcie i agresje, uporczywie wracam do tej czynności, nie mogąc wytrwać przy płótnie jednorazowo dłużej niż kilkanaście minut. Denerwuję się. Próbując skupić się na wykonywanej czynności narasta we mnie to napięcie, którego po chwili nie mogę znieść i robię kolejne przerwy, podczas których często skaczę, macham rękami, rzucam pędzlami, coś się we mnie dzieje. Jednak po kilku minutach to samo uczucie każe mi wracać do obrazu, kontynuować go, ujarzmić te szalejące emocje. I takie też trochę są moje obrazy. Nie traktują one jednak o samym procesie twórczym, choć pasują również do jego opisu.

Maluję bardzo dużo. Potrzebuję tego. Zastanawiając się nad genezą mojej własnej animalistycznej symboliki, wracam myślami do Gombrowicza, którego ciche „powieszenia” zwierząt, mające znaczenie tylko dla bohatera książki „Kosmos” wzbudziły we mnie skojarzenia z własnymi emocjami. Nie do końca zrozumiałe przeze mnie, lecz bardzo mi bliskie popędy, które kierowały Gombrowiczem, których on również nie tłumaczy, tylko opisuje.

Moje prace mają też korzenie w uczuciach towarzyszących mi w dzieciństwie i związanych z dziecięcymi tendencjami do znęcania się nad zwierzętami. Krojenie dżdżownic, posypywanie ślimaków solą, rozgrzebywanie mrowisk- wszystkie te drobne okropności, jakich dokonują eksperymentalnie dzieci ulegając pierwotnym instynktom, potrzebie poznania, lękowi. W te rejony świadomości również zaglądam poszukując wytłumaczenia dla swoich teraźniejszych przeżyć.

Najprostszym wyjaśnieniem używanych przeze mnie symboli i wyrażanych nimi treści, jest uświadomienie sobie własnych ograniczeń, które narzucam sobie sama, za pomocą własnego superego, które jest w moim przypadku ogromnie rozbudowane, nie dające mi nieraz wytchnienia, utrudniające życie. Coś w środku, jak stado zwierząt, piętrzy się we mnie, narasta rozmnaża, szaleje - nigdy nie opuści tamtego miejsca. Stopniowo obdzierane ze skóry, szeregowane, zamykane w klatkach, torturowane, zmęczone. Niby dynamiczne - a jednak stłumione, jak sama forma malarska, którą się posługuję. Chcąc ograniczyć formę malarską, rozluźnić ją, odrealnić - ciągle trwam przy męczącym mnie dopracowywaniu i korzystaniu z form realistycznych. Moje potężne superego męczy mnie, nadużywa zbyt często swojej władzy, często niepotrzebnie, co staje się uciążliwe i skłania inne części mnie do buntu. Desperacko dążę do odzyskania wolności - nadaremno, ponieważ rządzę w obu państwach, gram w obu drużynach.

Jestem listem i klatką, więźniem i więzieniem, katem i ofiarą - jednocześnie.

 Agata Kus

wernisaż

więcej o artystach i ich twórczości

Czadowa.  Pomarańczowa.  Pomarańcza - rozmowa z malarką Agatą Kus

  • Bożena Paradysz
  • 2009-09-24